Walizka
Walizka. Jak powiedziałem, zawsze zabierałem ją ze sobą. Miała nieduże plastikowe kółka i wygodny uchwyt, za który trzymałem ją i ciągnąłem. Nieważne jak bardzo była wyładowana, zawsze toczyła się lekko, czasem nawet kokieteryjnie podskakując. Czego tylko nie woziła: ubrania i przewodniki, parasole i śmieciarkę-zabawkę, paczki kawy i torebki herbaty, kawałki muru berlińskiego i śródziemnomorskie muszle, zasuszonego skarabeusza, łyżkę do lodów i ogromną pluszową pandę. Nie wiem jak to się stało, ale czasem nawet leżały w niej pisemka pornograficzne z czerwonymi babami i facetami na okładkach, z obnażonym przyrodzeniem. Kiedyś do walizki trafiła szara, przerażona szynszyla o ciemnych oczach południowej dzikuski. Skakała w niej, skakała całą drogę, tylko po to, by u celu podróży zdechnąć z pragnienia.